Newer posts are loading.
You are at the newest post.
Click here to check if anything new just came in.

Lera Lynn - My Least Favorite Life

From The HBO Series True Detective
Season 2, Episode 1, the bar sequence

This is my least favorite life
The one where you fly and I don’t
The kiss holds a million deceits
And a lifetime goes up in smoke

This is my least favorite you
Who floats far above earth and stone
The nights that I twist on the rack
Is the time that I feel most at home
We wandering in the shade
And the rustle of fallen leaves
A bird on the edge of a blade
Lost now forever, my love, in a sweet memory

The station rolls away from the train
The blue pulls away from the sky
The whisper of two broken wings
May be they’re yours, maybe they’re mine

This is my least favorite life
The one where I am out of my mind
The one where you are just out of reach
The one where I stand and you fly

I am wandering in the shade
And the rustle of fallen leaves
A bird on the edge of the blade
Lost now forever, my love, in a sweet memory
Tags: uploaded
To było tak, jakbyśmy oglądali pożar gdzieś na widnokręgu. Jakbyśmy żyli oświetleni daleką łuną. Z dala od zdarzeń, w półmroku. Dlatego jeżdżę tutaj, by oglądać ślady prawdziwego ognia, by szukać pogorzelisk.
— Andrzej Stasiuk, Wschód
Tags: uploaded
To umieranie, rozkład pod niebem nie dawały mi spokoju. Widziałem kiedyś fotografie z pogrzebu w Nepalu. Mnisi w czerwonych szatach ćwiartowali zwłoki. Nożami obierali je z mięsa. Na rękach mieli lateksowe rękawiczki. Ciskali czerwone okrawki w powietrze. Sępy porywały je w locie. W pierwszej chwili pomyślałem o barbarzyństwie. Mnisi mieli spokojne, skupione twarze. Pomagali światu powrócić do najstarszych kolein. Tak jakby ludzkie życie i ludzka śmierć chwilowo zachwiały jego porządkiem i potrzebna była chirurgiczna ingerencja, by powróciła harmonia. Bo nie potrafimy samodzielnie umrzeć i potrzebna jest nam pomoc.
— Andrzej Stasiuk, Wschód
Tags: uploaded
Nie płakałem. Kobiety wokół zanosiły się szlochem. Ojciec miał łzy w oczach. Ja nie wiedziałem jeszcze nic. Dzieci są nieśmiertelne.
— Andrzej Stasiuk, Wschód
Tags: uploaded
Ten kraj był za duży, by istnieć w zwyczajny sposób. Wszystko odbywało się gdzie indziej, nieskończenie daleko, na innej planecie. Czy w ogóle można być obywatelem Rosji w podobny sposób, jak się jest obywatelem Polski, Francji, Węgier czy nawet Europy? Czy można czuć odpowiedzialność albo w ogóle związek z tym, co wyrabia twój kraj – kraj o długości dziewięciu tysięcy kilometrów?
— Andrzej Stasiuk, Wschód
Tags: uploaded
Błąkając się po chińskich peryferiach i po chińskich sklepach, nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że ten Lewiatan świata zdąża do chwili, gdy z różowego plastiku, z gumy i folii będzie w stanie wyprodukować nawet nasze myśli i nasze sny.
— Andrzej Stasiuk, Wschód
Tags: uploaded
Rzeka rozlewa się spokojnie, szeroko i dziko. Srebrna i świetlista toczy się z głębi ziem, z głębi tego kraju porażonego neurozą, przeżartego histerią. Dlatego staję tu niemal zawsze, żeby popatrzeć na jej melancholijny majestat, na jej spokój, na jej przedwieczność, na jej obojętność. Wyobrażam sobie, że płynie z otchłani najdawniejszego, że przez ułamek, przez okruch czasu przetacza się tą krainą, a potem znika w oddali, w czasach, gdy już nas tutaj nie będzie. Ale nie potrafimy się od niej niczego nauczyć. Patrzymy na jej królewski spokój jak cielę na malowane wrota, jak sroka w gnat, jak szpak w pizdę i nie dociera do nas, że dostaliśmy jedynie wiórek, strużynę wieczności.
— Andrzej Stasiuk, Wschód
Tags: uploaded
To nie był żaden Marks naprawiający świat, tylko jakiś skundlony Temudżyn w pogoni za drobiem i czasomierzami. We wsiach z szarego drewna, w chałupach pod strzechami, wśród zagonów piachu czaił się strach przed dzikim, niepoliczonym i zachłannym, które nadciągnie, zagrabi i puści z dymem te piachy, strzechy i drewniaki niewiele lepsze od mongolskich jurt. Ale to nie mogło przyjść z miast, spomiędzy murowanych domów, sklepów, kościołów, tylko gdzieś z końca przestrzeni, z miejsc, w których ludzie zaczynają porastać sierścią i nocami wyją do czerwonego księżyca. To musiało wyruszyć gdzieś stamtąd i najpierw kłusowało przez swoje stepy na czterech łapach, by dopiero potem, w miarę jak przybliżały się nasze cywilizowane siedziby, stopniowo się prostować i w końcu stanąć na dwóch nogach żeby mieć dwie wolne ręce do łapania kur i zakładania zegarków.
— Andrzej Stasiuk, Wschód
Tags: uploaded
Kto wie, czy to nie z muzyki wziął się i obraz, i słowo. Jakby w muzyce przechowywała się jakaś pierworodna moc stworzenia. Zanim powstał świat, być może był już dźwięk.
— Wiesław Myśliwski, Ostatnie rozdanie
Tags: uploaded
Od dawna nie wierzyłem w zbawienną rolę wyjazdów. To jedno z tych złudzeń, jakim ulega człowiek we wszystkich czasach, z tym że każda epoka ma swoje konwencje złudzeń. Dziś upowszechniła się konwencja wyjazdów. Można by powiedzieć, świat opanowała epidemia wyjazdów. Cywilizacja tak nas zainfekowała. I dorabiamy do tego, często wyższego rzędu, przyczyny. Na przykład, że świat stanął otworem, czyniąc nas przez to wolnymi. Tylko czy człowiek z istoty swej potrafi być wolny? A wszystkie wyjazdy są jedynie ucieczką od siebie? Tylko że taka ucieczka to złudzenie, bo gdziekolwiek wyjeżdżamy, prócz bagaży zabieramy z sobą zawsze siebie. A to najcięższy bagaż.
— Wiesław Myśliwski, Ostatnie rozdanie
Tags: uploaded
Reposted byNoirBlancOhyeah
A my też nie jesteśmy ci sami, sprzed wielu, wielu lat, gdy pierwsze pocałunki wywoływały w nas dreszcze, gdy wymawiając słowo kocham, przekraczaliśmy samych siebie.
— Wiesław Myśliwski, Ostatnie rozdanie
Tags: uploaded
Oczy ma wpółprzymknięte, wargi rozchylone, nabrzmiałe czerwienią, aż niewspółmierne do jej niedużej twarzy, ręce rozrzucone, jakby czekała, żeby wtulić kogoś w siebie, lecz nogi jedna na drugą założone, zwarte, nie tyle ze wstydu, co jako znak, że niemożliwa jest już rozkosz, chociaż udręka pożądania nie wystygła mimo śmierci, czy nawet wbrew śmierci. Czy zresztą pożądanie można mierzyć śmiercią?
Ten jej umarły akt nie dawał mi spokoju. Tak że niektóre z dawnych kochanek, jakkolwiek nie wiedziałem, żyją czy nie żyją, a nawet wydawało mi się, że je zapomniałem, zaczęły mi się przypominać jako umarłe akty. Z grubsza mógłbym nawet się pokusić i ponazywać te akty kolorami: akt błękitny, akt oliwny, akt sepiowy, ochrowy, czerwony, żółty i tak dalej, tylko że kolory w wyobraźni szybciej przez nas przepływają niż krew. Toteż ciągle mi się zmieniały. Jedno, co było stałe w tych aktach, to znamiona rozpaczy. Zastanawiałem się nieraz, czy to nie dzięki kobietom śmierć bywa łagodniejsza, niż mogłaby być. Kto wie nawet, czy to nie śmierć stworzyła kobietę.
— Wiesław Myśliwski, Ostatnie rozdanie
Tags: uploaded
Dzisiaj myśląc o niej, odnoszę wrażenie, jakby narastał w niej jakiś ledwo wyczuwalny lęk, że nieuchronnie zbliża się koniec. Nigdy mnie jednak nie spytała, co z nami będzie, jakby wiedziała, że nie ma na takie pytanie odpowiedzi, że przyszłości nikt nikomu nie może obiecać.
— Wiesław Myśliwski, Ostatnie rozdanie
Tags: uploaded
Reposted byNoirBlancciarkanadwrazliwoscguerrieraweaknessperseweracjeimanipikkumyyinnocentsoul12czerwcamore-than-a-memorythisnonsensedaniellssgregorczykmjustjustjustOpaaalkoloryzacjaelusivemagolek22havingdreamsjointskurwysynNicTuPoMnieanorexianervosaballetdancerlottibluebellschwarzerwolfemaljajestemjedenNatalcynkaIntegrumuwazajbosieuzalezniszyveeeyveeeviva-salvadoreizabelagsrsentymentalnasentymentalnainvisibilepelnaradoscirzzkropkalottibluebellartbylittleamywonderlandmagnoliaaalove-in-vainzEveRbelieve172708sentymentalnaloveisnobigtruthjakbywokuniebazdzblolzawiloSanderkebajaderramorningcoffeelovergdziejestolagoszkokittylitterxcvbzxlickmysneakersKwiatyKawaPapierosylottibluebellmalaolaszyderapozakontrolamesoutewildgirl5thSkybazinga22notorious-rookiecorkapiekarzabylejakagdziejestolakato3klaennahjestemjedenbukazlawwanniebylejakalottibluebelllonelypassengergreen-teamesouteheartbreakjestnamdzisiajsmutnoyoungbloodalliwantisyoujustfeeljakmidzisiajzlepozakontrolael-kaktusthauturienrusalkadmiralyeannenotoco
A może kiedyś uszyjesz mi płaszcz? Z dumą bym go nosiła. Tak chciałabym mieć chociaż płaszcz uszyty przez ciebie. Wyobrażam sobie, idę przez miasto w tym płaszczu w samo południe, jest wiosna, świeci słońce, z drzew zaczynają się wychylać pierwsze listki. A zresztą może być i jesień, może być ponuro, jak ponuro jest ciągle w moich myślach, i widzę, jak spojrzenia spotykanych ludzi kładą się z podziwem na tym płaszczu, jak próbują zgadnąć, kto mi go uszył. A kiedy wracam do domu, nie chce mi się go zdjąć, tak mi w nim dobrze, tak ciepło, tak przytulnie. I siedzę w nim nieraz do wieczora. Wydaje mi się, że czuję, jak błądzą po nim dotknięcia twoich rąk, które na nim zostawiłeś. Nawet guziki, gdy pomyślę, że to ty je przyszywałeś, odpinam i zapinam, odpinam i zapinam, że już sama nie wiem, czy mam je zapiąć, czy odpiąć, odpiąć czy zapiąć.
— Wiesław Myśliwski, Ostatnie rozdanie
Tags: uploaded
Reposted byNoirBlancszmayabeillepani-melancholiaciarka
Tags: uploaded
Reposted byagresjaniekontrolowanakoszkakicaknylony-z-baltonyvelahepi
(…) w każdy wiosenny i letni ślubny dzień schody zapełniają się przaśnymi dziewczynami w białych sukniach i rumianymi chłopakami w nowych, uszytych na niedrogą miarę garniturach, którzy wykrzywiając swoje twarze w idiotycznych grymasach, pozują uwijającym się wokół fotografom, na ich rozkaz przyklejają się do siebie policzkami, obejmują niby czule, całują niezbyt namiętnie, tworzą parkowe żywe obrazy jak z rokokowych zabaw ogrodowych, i już na samym początku ich wspólnej drogi widać w nich rozpaczliwą sztuczność, tym bardziej że są obserwowani i oceniani przez stojących z boku świadków, czasami także rodziców, nierzadko nawet jakichś wujków i ciotki, nie ma tam przecież miejsca na szczerość i spontaniczność, stają się ruchomym monidłem, niczym więcej.
— Krzysztof Varga, Trociny
Tags: uploaded
Ja tez się czasem oglądam za kobietami, nie ma w tym nic erotycznego, ponieważ oglądam się jedynie estetycznie, nie chodzi o to, że ich pożądam, ja je podziwiam, podziw jest cenniejszy od pożądania, a w dodatku bardziej wzniosły, bardziej twórczy, pożądanie jest wyjaławiające, nie ma nic bardziej destrukcyjnego niż niespełnione pożądanie i nic smutniejszego niż pożądanie spełnione. Jestem zwolennikiem piękna; piękno w tym kraju jest rzadkie i cenne jak mięso w latach osiemdziesiątych, ostoją piękna pozostają tu kobiety, ich stroje, ich chód, ich postawa, więc ich piękno jest jeszcze wyraźniejsze na tle brzydoty polskich miast, ponieważ wszystko jest tu brzydkie, a bywa też podłe i mściwe, naturalnie kobiety też bywają podłe i mściwe, choć trzeba przyznać, że ich podłość i mściwość bywają inteligentne i wyrachowane, czego nie można powiedzieć o podłości i mściwości mężczyzn, którzy uważają się za szlachetnych, odważnych, a co najgorsze – mądrych, gdy tymczasem ich mądrość to najwyżej zwykłe polskie cwaniactwo.
— Krzysztof Varga, Trociny
Tags: uploaded
Ja nie klnę, nic to wszak nie daje, nie mam innego wyjścia, jak tylko biernie poddać się sytuacji, w chwilach, gdy nic od nas nie zależy, trzeba odrzucić emocje, buntować się ewentualnie warto wtedy, gdy jest szansa na zwycięstwo, ta banalna mądrość nie została przyswojona przed przedstawicieli tego narodu, co zazwyczaj nie wychodziło im na zdrowie, ponieważ decydowali się na bunty w najgorszych momentach, jakby mając podskórną nadzieję, że nic z tego nie wyjdzie.
— Krzysztof Varga, Trociny
Tags: uploaded
Teraz też odczuwałem wzruszenie i czułość, patrząc na tę dziewczynę z włosami w kolorze futerka polnej myszy, i z przerażeniem złapałem się na tym, że spoglądam na nią z czułością ojcowską, choć oczywiście gdybym miał córkę, wolałbym, żeby była ładniejsza i nieco mądrzejsza, lecz to nie osłabiało znacząco mojego uczucia, szczególnie kiedy podniosła na mnie wzrok i w jej szarych oczach zobaczyłem bezradność, nic, a przynajmniej niewiele rozumiała z tego, co tam było napisane, nie dziwię się jej zresztą, to zwykły urzędniczo-korporacyjny bełkot produkowany przez palantów którzy tak naprawdę nie mają nic do powiedzenia, a tym bardziej do napisania, więc ratują się tą swoją wyuczoną na kursach i szkoleniach nowomową, tym swoim zidiociałym wolapikiem, którego sami z resztą też nie rozumieją, choć ochoczo go deklamują, produkując jednocześnie tony zupełnie zbędnych dokumentów i utrzymując w działaniu to cudowne perpetuum mobile, które nic nie tworzy, nie daje żadnej energii, nie niesie żadnych znaczeń, a jednak działa, wspaniale napędzane siłą swojej jałowości.
— Krzysztof Varga, Trociny
Tags: uploaded
Widzi pani, ja miałem to szczęście, że zaczynałem w lepszych czasach, to znaczy w takich, kiedy nie trzeba było szukać pracy, bo to praca szukała ludzi, pani przełożeni są z tego samego miotu, miotu ślepych szczeniaków, które nie musiały się rozglądać za miską z mlekiem, bo je karmiono, pieszczono i przytulano, szczeniaki z pani pokolenia ładuje się do worków i topi w rzece, pani szefowie są od pani głupsi, gorzej wykształceni, mniej obyci w świecie, ale zdążyli przyspawać się do swoich skórzanych foteli, zdobyć kontakty i wyrobić sobie znajomości, mogą teraz spokojnie unosić się na falach, dryfować bezrefleksyjnie, a sprzyjające wiatry i tak pokierują ich ku bezpiecznej przystani, oni przetrwają wszystkie burze i sztormy, w zamian za swoją tępotę i nieuctwo i tak dostaną wakacyjne apartamenty na Costa Del Sol, oczywiście o ile ich jeszcze nie mają, po pęknięciu bańki kredytowej w Hiszpanii pierwszego lepszego idiotę na kierowniczym stanowisku stać teraz na to, żeby kupić tam sobie duże mieszkanie nad samym morzem i jeden miesiąc w roku spędzać na tarasie, popijając drinki z małymi papierowymi parasolkami.
— Krzysztof Varga, Trociny
Tags: uploaded
Older posts are this way If this message doesn't go away, click anywhere on the page to continue loading posts.
Could not load more posts
Maybe Soup is currently being updated? I'll try again automatically in a few seconds...
Just a second, loading more posts...
You've reached the end.

Don't be the product, buy the product!

Schweinderl